Nagrody dla SPINAKER - Sebastian Dróbka - Wywiad 03.2025


Redaktor: 
Na zaproszenie właścicieli placówek Spinaker rozmawiamy na temat oświaty i nagród, które placówka ostatnio zdobyła. Czy może Pan powiedzieć kilka słów na temat tych sukcesów?

Sebastian Dróbka: Tak, w zeszłym roku udało nam się zdobyć tytuł Przedszkola Roku Polski. W minioną sobotę odebraliśmy statuetkę Szkoła Roku Polski dla niepublicznej Szkoły Podstawowej Spinaker. Mniejsze statuetki, które tu widzimy, to nagrody uzyskane na szczeblu województwa. W tym procesie, po wyborze najlepszej placówki w powiecie, głosowanie przenosi się na poziom województwa, a zwycięzcy z każdego województwa rywalizują w finale ogólnopolskim.

Redaktor: Jakie inne ważne nagrody Państwo zdobyli?

Sebastian Dróbka: Wśród ważniejszych nagród jest statuetka Super Lodołamacz 2024, przyznana na szczeblu regionalnym, obejmującym województwa: kujawsko-pomorskie, pomorskie, zachodniopomorskie i warmińsko-mazurskie. Nagroda ta była przeznaczona dla Stowarzyszenia Na Rzecz Wspierania Edukacji SPINAKER za działania na rzecz osób niepełnosprawnych. W ubiegłym roku dyrektorem roku w województwie kujawsko-pomorskim została dyrektor naszej szkoły podstawowej, Karolina Hara. W tym roku nagrodę indywidualną w kategorii psycholog-pedagog zdobył Maciej Rabajczyk, który zwyciężył w województwie kujawsko-pomorskim, a w głosowaniu ogólnopolskim zajął czwarte miejsce.

Redaktor: Czy te nagrody wpływają na to, że dzieci chętniej chcą się uczyć w Spinakerze?

Sebastian Dróbka: Myślę, że tak. Ostatnio mieliśmy dni otwarte i zapowiadamy kolejne na 27 marca w godzinach 15:30-18:00. Chcemy pokazać młodym ludziom, jak bogato wyposażona jest nasza szkoła. Bez skromności mogę powiedzieć, że to jedna z lepiej wyposażonych szkół w regionie. Staramy się pozyskiwać najnowszy sprzęt, aby dzieci miały nieograniczony dostęp do nowoczesnych technologii. Zajęcia z Lego i robotyki są u nas powszechne. Dla nauczycieli i dyrekcji te nagrody są potwierdzeniem, że nasza droga rozwoju jest dobra, choć jesteśmy dopiero na początku tej drogi. Szkoła podstawowa powstała w 2015 roku i jest jedną z najmłodszych w mieście.

Redaktor: Prowadzicie również przedszkola. Jak to jest, że otrzymując z miasta 70% środków w porównaniu do finansowania przedszkoli publicznych, dajecie sobie radę i odnosicie sukcesy, podczas gdy miasto narzeka na brak pieniędzy?

Sebastian Dróbka: Przedszkola są zadaniem własnym samorządu i są finansowane z jego budżetu. Samorząd oblicza koszty na jedno dziecko i wypłaca 70% tej kwoty w formie dotacji oświatowej przedszkolom niepublicznym, w przypadku dzieci zdrowych. W przypadku dzieci z orzeczeniem o potrzebie kształcenia specjalnego, koszt takiego dziecka pokrywany jest przez Ministerstwo Edukacji. Czesne w przedszkolach niepublicznych jest nieco wyższe niż w publicznych, ale w naszych placówkach dzieci niepełnosprawne są zwolnione z opłat. Nasze przedszkola są czynne dłużej niż publiczne, na przykład do 19:00, więc dotacja i czesne nie pokryłyby kosztów funkcjonowania i wyposażenia. Dlatego pozyskujemy dodatkowe środki z programów rządowych, unijnych i PFRON-u. Udział zewnętrznych środków w finansowaniu naszych placówek przekracza 30%.

Redaktor: Czy miastu opłaca się, żeby w mieście istniały przedszkola niepubliczne? Samorządy chcą ograniczyć środki na oświatę niepubliczną. Czy to dobry kierunek?

Sebastian Dróbka: To złożony temat. Samorządy zgłaszają postulaty, aby zaprzestać finansowania oświaty niepublicznej lub ujednolicić stawki na terenie całego kraju. Moim zdaniem te pomysły są nietrafione. Jeśli przedszkola niepubliczne zostałyby zamknięte, to samorząd musiałby zapewnić miejsca dla dzieci w przedszkolach publicznych. Samorząd musiałby znaleźć dodatkowe 30% środków na utrzymanie tych miejsc. Znam samorządy, które przekształciły przedszkola publiczne w niepubliczne, ponieważ wydają wtedy 70% kosztów, które ponosiliby sami. Uważam, że jedno przedszkole publiczne powinno zostać, aby uniknąć sytuacji, w której samorząd ponosi 70% kosztów innej gminy, które mogą być wyższe niż 100% kosztów własnych. Przekształcenie przedszkoli publicznych w niepubliczne, na przykład poprzez tworzenie stowarzyszeń zrzeszających nauczycieli, umożliwiłoby efektywniejsze pozyskiwanie pieniędzy z zewnątrz.

Redaktor: Czy ograniczenie oświaty niepublicznej i przekazanie tych środków oświacie publicznej rozwiązałoby problem niedofinansowania oświaty?

Sebastian Dróbka: Nie, to nie rozwiąże problemu. Nawet gdyby wszystkie środki wróciły do samorządu, to oświata publiczna nadal działałaby na obecnym poziomie. Wyposażenie szkół niepublicznych, takich jak nasza, jest finansowane z projektów, grantów i innych zewnętrznych źródeł, a nie z dotacji. Dodatkowo, ze względu na demografię, liczba dzieci będzie maleć, co postawi samorządy przed wyzwaniem łączenia i likwidacji szkół.

Redaktor: Ostatnio pojawiły się informacje o napięciach między samorządami a placówkami niepublicznymi. Co by było, gdyby doszło do likwidacji przedszkoli niepublicznych? Czy pieniędzy w systemie oświaty byłoby więcej?

Sebastian Dróbka: Pojawia się wiele wątków. Gdyby zamknąć przedszkola niepubliczne, do samorządu wróciłoby 70% kosztów, ale samorząd musiałby znaleźć 30% dodatkowych środków. Wyposażenie placówek niepublicznych pochodzi głównie ze środków zewnętrznych, które pozyskujemy od lat. W przypadku Spinnakera są to dziesiątki milionów złotych. Oświata publiczna i niepubliczna mogą współistnieć. Wiele placówek niepublicznych powstało z inicjatywy nauczycieli, którzy chcieli stworzyć lepsze warunki dla dzieci. Pozyskujemy środki nie tylko na bieżące funkcjonowanie, ale także na inwestycje, takie jak budowa skrzydeł przedszkolnych i żłobkowych, zrealizowana dzięki dofinansowaniu unijnemu.

Redaktor: Czy samorząd w Grudziądzu docenia potencjał placówek niepublicznych? Mamy informacje, że dzieci z innych miast są dowożone do Grudziądza.

Sebastian Dróbka: Tak, posłużę się danymi. W przypadku przedszkoli ważne jest miejsce zamieszkania dziecka. Jeśli dziecko z Kwidzyna uczęszcza do przedszkola w Grudziądzu, to prezydent Grudziądza wypłaca dotację, ale następnie występuje o zwrot tych środków do samorządu w Kwidzynie. W Specjalnym Ośrodku Wychowawczym mamy 31 uczniów spoza Grudziądza na 39 podopiecznych. W liceum na 83 uczniów 37 mieszka poza Grudziądzem, w szkole podstawowej na 360 uczniów 172, w szkole branżowej na 58 uczniów 24, a w przedszkolu na 224 dzieci 39 jest spoza Grudziądza. Łącznie na ponad 700 podopiecznych 333 jest spoza Grudziądza, z takich miejscowości jak Chełmno, Kwidzyn, Łasin, Nowe, Świecie, i czy Wąbrzeźno. Gdybyśmy zamknęli placówki, te środki wróciłyby do budżetów innych samorządów. Pozyskujemy pieniądze z zewnątrz, które są przeznaczane na wynagrodzenia dla nauczycieli i terapeutów, a podatki od tych wynagrodzeń zasilają budżet miasta. To jest korzystne dla miasta.

Redaktor: W jednej z gazet pojawiło się określenie, że niepubliczna oświata to Eldorado. Jakie mity krążą na temat finansowania oświaty?

Sebastian Dróbka: Tak, jak już wspomniałem, gdyby nasze placówki przestały istnieć, to środki finansowe nie wrócą w całości do budżetu samorządu, a część z podatków zniknie. Oświata niepubliczna stanowi coraz większą część systemu oświaty, ale nikt z nami nie rozmawia. Samorząd nas nie traktuje jako partnerów, a rząd nie prowadzi dialogu z oświatą niepubliczną. Rząd ma komisję wspólną z samorządami, ale oświata niepubliczna nie ma takiego forum. Samorządy powinny nas zapraszać na posiedzenia komisji edukacji i z nami rozmawiać, tak jak to miało miejsce w gminie Płużnica, gdzie byliśmy zapraszani na komisje i traktowani podmiotowo. Dzieci w placówkach niepublicznych to tacy sami mieszkańcy i zasługują na taki sam szacunek i traktowanie jak dzieci w placówkach publicznych.

Redaktor: Porozmawiajmy jeszcze na temat statusu nauczyciela, bo jak wiemy nauczyciele w placówkach publicznych funkcjonują na zasadzie tak zwanej karty nauczyciela. Mają pewne przywileje, których w zasadzie mogą nie mieć w takich placówkach niepublicznych. Jak zachęcić na przykład nauczycieli, żeby pracowali w takich niepublicznych placówkach?

Sebastian Dróbka: Tak, to odwieczny temat, czy karta nauczyciela powinna być zniesiona. Myślę, że na to pytanie najlepiej powinien odpowiedzieć samorząd, ponieważ to on jest zobligowany do stosowania karty nauczyciela. Moje prywatne zdanie jest takie, że karta nauczyciela jest pewnym układem zbiorowym zawartym między rządem a konkretną grupą nauczycieli. W karcie nauczyciela są dobre i złe rozwiązania dla nauczycieli. Osobiście uważam, że wiek emerytalny 65 lat dla mężczyzn nauczycieli jest zbyt wysoki. Być może powinno to być inaczej rozwiązane. Pojawiały się różne pomysły, na przykład aby nauczyciel przed osiągnięciem wieku emerytalnego nadal mógł pracować w szkole, ale bez prowadzenia zajęć z uczniami. Jak wspomniałem, karta nauczyciela jest pewnym układem zbiorowym, a Unia Europejska stawia na to, aby takich układów zbiorowych było jak najwięcej. Sama likwidacja karty nauczyciela niewiele da, ponieważ prawdopodobnie zostałaby ona zastąpiona innym układem zbiorowym. To nie oznacza jednak, że w oświacie niepublicznej nie ma elementów karty nauczyciela. Nauczyciel w szkole publicznej ma pensum wynoszące obecnie 22 godziny, podczas gdy etat z kodeksu pracy to 40 godzin. W naszych placówkach nauczyciel, który chce związać się z nami wieloletnią umową, na przykład na 5 lat, ma pensum wynoszące 30 godzin, czyli coś pomiędzy kodeksem pracy a kartą nauczyciela. Oczywiście, taki nauczyciel ma możliwość darmowych szkoleń, zgodnych z potrzebami placówki, oraz inne możliwości rozwoju kariery. Może na przykład wnioskować o zakup sprzętu, który często jest kupowany pod konkretne potrzeby, na przykład fizjoterapeutów. Z opinii, które otrzymujemy od naszych pracowników, wynika, że mają oni w Spinakerze możliwości rozwoju, których nie mieliby nigdzie indziej w okolicy.